Komenda Wojewódzka
PSP w Gdańsku

Wyprawa na Elbrus

Jesteśmy grupą strażaków ze Słupska, lubimy chodzić po górach. W zeszłym roku trzech z nas zdobyło Mont Blanc. Wtedy w naszych głowach zrodził się pomysł zdobycia Elbrusa.

Od słów przeszliśmy do czynów. Na naszą wyprawę wyruszyliśmy 27 sierpnia 2015r. ze Słupska, wcześnie – o czwartej rano. Po sześciu godzinach dotarlismy do Warszawy, skąd o 16.05 wylecieliśmy samolotem do Tbilisi ( stolicy Gruzji). W stolicy wylądowaliśmy po północy i dalej ruszyliśmy autostopem do Rosji. Granicę ruzińską przekroczyliśmy około 8 i znów trzeba było łapać stopa do granicy Rosyjskiej, bo straż graniczna nie pozwoliła na piesze jej przekroczenie. Nie było łatwe znalezienie chętnego do zabrania pięciu dorosłych facetów z wielkimi plecakami. Po kilkudziesięciu minutach dotarliśmy do zatłoczonej granicy rosyjskiej, gdzie celnicy przetrzymali nas z powodów zupełnie dla nas niezrozumiałych ;) Z granicy udało się złapać kolejne auto do miejscowości Tegenekli, oddalonej już tylko o 15km od naszego celu, gdzie zaplanowaliśmy nocleg na polu namiotowym, po 36 godzinach podróży. W niedzielę rano, po śniadaniu rozejrzeliśmy po okolicy i zaczęliśmy aklimatyzację. W poniedziałek pojechaliśmy do miejscowości Tyrnyauz, tam załatwiliśmy meldunek OWIR - (Oddzial do spraw wiz i rejestracji). Po  ogarnięciu spraw urzędowych ruszyliśmy pod górę, oczywiście stopem, mijając co chwilę miejscowe krowy, które tam w górach miały pierwszeństwo przed samochodami ;) Wioska z, której zaczyna się wspinaczkę – Azau, leży na wysokości 2400m npm. Pod wieczór dotarliśmy do górnej stacji kolejki Mir 3500m npm. i tam przenocowaliśmy na deskach. We wtorek rano po spakowaniu się i zjedzeniu śniadania ruszyliśmy w górę, do „Beczek” - schronisko na wysokości 3750m npm. Tam wykupiliśmy nocleg – cana zachęcająca – 500 rubli za osobę, więc nie było sensu rozbijać namiotów. Po rozpakowaniu i odpoczynku ruszyliśmy z małymi plecakami, przy przepieknej pogodzie do schroniska Prijut na wysokości 4100m npm, w celu aklimatyzacyjnym. Od beczek zaczyna się lodowiec, więc trzeba było założyć raki na buty. Po zrobieniu aklimatyzacji wróciliśmy do schroniska i podjeliśmy decyzję, że w nocy zaatakujemy szczyt- sprawdziliśmy, miała być dobra pogoda. Kiedy budziki w telefonach zaczęły oznajmiać pobudkę była godzina pierwsza trzydzieści. Okazało się, że Łukasz Trocki źle się czuje ( bóle głowy, kaszel - pulsoksymetr pokazał saturację poniżej 60% - prawidłowa wynosi powyżej 95%). Pozostali członkowie ekipy, po spakowaniu potrzebnego sprzętu,  przygotowaniu picia do kubłaków, po godzienie 2 wyruszyli na atak szczytowy. Nad ranem, na wysokości 5400m npm. kolejny z uczestników wyprawy - Łukasz Kołodziejski bardzo źle się poczuł. Koledzy musieli podjąć niełatwą decyzję o sprowadzeniu Łukasza na dół.  Wraz z nim, z powodów bezpieczeństwa zawrócił Mariusz Rybak. O godzinie 8.30 na szczyt Elbrusa (5642m npm.) zmęczeni ale szczęśliwi dotarli Jędrzej Banasik i Piotr Pytlos.Był to powód do świetowania. Kiedy wszyscy spotkaliśmy się na dole, uczciliśmy to wypiciem paru lokalnych piwek. Kolejnego dnia po śniadaniu ruszyliśmy marszrutką- rodzaj komunikacji miejskiej lub pozamiejskiej popularny w Rosji, do Władykaukazu. Tam pierwsze kroki skierowaliśmy do straży pożarnej. Bardzo pozytywne wrażenie zrobił na nas budynek remizy, który był pomalowany w narodowe barwy. Strażacy ciepło nas przyjęli, pokazali sprzęt na jakim pracują, ugościli nas oferując kolację i nocleg w remizie. Przez dwa kolejne dni mieliśmy przyjemność być gośćmi Kazika - strażaka, który pokazał nam okolicę. Po dwóch dniach we Władykaukazie udaliśmy się marszrutką do Gruzji, gdzie w miejscowości Stepancminda zatrzymaliśmy się w gospodarstwie agroturystycznym, po to żeby podziwiać kolejny ciekawy szczyt - Kazbeg (5033m npm.) Przez chwilę przyszło nam na myśl żeby na niego wejść, ale z powodu braku informacji na temat tej góry, postanowiliśmy odpuścić wspinaczkę. Po zaciągnięciu informacji od turystów z Polski, których było całkiem sporo, udalismy się do klasztoru Cminda Sameba, położonego na wysokości 2170m npm, z którego rozpościera się malowniczy widok na Kazbeg i okolicę. Następnego dnia miejscowym PKS udaliśmy się do Tbilisi, gdzie w oczekiwaniu na samolot odwiedziliśmy gruzińskich strażaków, wybraliśmy się na przejażdżkę piętrowym autobusem po stolicy, w której temperatury podczas naszego pobytu przekraczały 30 stopni celsjusza. Nasza przygoda dobiegła końca 10 września, kiedy to trzeba było wracać do Polski.

Tekst i foto: KM PSP Słupsk